Komentuj (0)
Pamiętam to dokładnie jakby wydarzyło sie wczoraj. Dzień w którym moja matka ze mną wygrała i na swoją zgubę zaczęłam jeść. Częściowo zrobiłam to dla niej żeby sie już tak nie przejmowała, częściowo moją maksymalnie skoncentrowaną uwagę odwrócił mały kociak, który pojawił się w domu. Zresztą, lubię myśleć że uratował mi życie, bo niewiadomo gdzie byłabym teraz gdyby nie on. Może już dawno temu byłabym martwa, kto wie. Anyway, jadłam, roztyłam się, bla, bla, bla. Ale koniec z tym bo oni nie zasługują na moje poświęcenie. Dziś od bardzo dawna poczułam się wreszcie sobą. And you know what? It taste really fucking good. Więc dziś jest mój wielki comeback czy coś. Nie wiem, pierdole od rzeczy, ale nie to jest ważne. Wpadłam na pojebany pomysł tak btw. Kupie wenflon i wbije sobie w ucho. Innymi słowy zrobie sobie sama kolczyk. Co wy na to?
Love you all guys, as much as I love myself. Oh, sorry, I forgot I hate myself, soo... xD
Komentuj (0)
Komentuj (0)
Kiedyś dzięki temu, nie wiem nawet do końca jak to nazwać, ruchowi czy może stylowi życia (choć niektórzy powiedzieli by sekcie) udało mi się bardzo schudnąć i przez pewien krótki czas być względnie szczęśliwą. Oczywiście potem wszystko się pojebało, no bo jakże miało by być inaczej? Anyway, chciałam zaznaczyć, że nie wracam do "pro any", nie jestem i nigdy do końca nie byłam jednym z Motylków, które to Ana trzyma mocno za rączkę i nie chce puścić. Nie, nie, to nigdy nie byłam ja. Moja wersja tego wszystkiego była znacznie bardziej pokręcona, ale o tym może kiedy indziej jeśli w ogóle. W każdym razie, jak już wspomniałam dzięki tamtemu udało mi sie schudnąć i równocześnie spierdolić sobie życie, chociaż cały czas mam wrażenie, że nie jest ono do końca spierdolone. Widzicie, mam taka malutką nadzieję, że coś się jeszcze zmieni i to na lepsze, bo za zmiany na gorsze bardzo serdecznie dziękuję. Wiem co musze zrobić żeby się lepiej czuć i zrobię to. Muszę zapanować nad swoim jedzeniem, schudnąć wystarczająco żeby znów względnie dobrze czuć sie ze sobą. Ale zdecydowanie i choćby niewiem co nie wracam do "tamtego". Widzicie, z jakiś dziwnych, bliżej nieokreślonych (ale pierdolę głupoty) powodów odczuwam wstręt, obrzydzenie przed wypowiedzeniem chociażby tych słów czy napisaniem ich. Oczywiście nie jestem aż tak naiwna żeby sądzić że ktoś kiedyś przeczyta moje zapiski, ale gdyby jednak to zamieszczam taką małą legendę - ile razy będę pisac o "tym" nie będę miała na myśli seksu ale no... to (pro anę).
Ps. Wybiła godzina zero - dokładnie za tydzień mam studniówkę. Musze do niej schudnąć, ale nie określam sobie wagi i postaram się nie ważyć przez ten tydzień. Będę bazować na samopoczuciu.
Komentuj (0)
Fat. 27 stycznia 2012, 23:26
Komentuj (0)
Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat. Fat.
In this moment, all I can say about myself is FAT.
Komentuj (0)
Komentuj (0)
Dlaczego moje życie musi być takie popierdolone? Dlaczego za każdym razem jak jem czuję się jak świnia. Gruba, spasiona świnia. Przecież jedzenie to normalna rzecz, wszyscy jedzą i większość nie zwraca właściwie w ogóle uwagi na to co wklada do ust. Liczy się tylko smak. Wybierają to co lubią najbardziej, ewentualnie to co jest tańsze. Ale kto normalny kupuje jogurt który mu mniej smakuje i jest dwa razy droższy tylko dlatego, że ma mniej kalorii? Kto normalny czuje się tak podle jak zje dwa sezamki? Dlaczego to muszę być ja? Właściwie to sama jestem sobie winna, sama się w to bagno wpakowałam. Wydawało mi się, że będę wspaniała, że będę miała kontrolę, że nie wywrze to najmniejszego wpływu na moją psychikę. A tu psikus. Stało się, jestem pokręcona. Oh, no i tu nawet nie chodzi o to, że nie jestem wstanie jeść. Nie, nie. Ja jem, jem jak prosiak. Obżeram się i tyję. Spodnie które wcześniej ze mnie spadały, SPADAŁY, teraz trzymają się całkiem nieźle, wręcz opinają uda. Zapomniałam też że mam coś takiego jak kości biodrowe. A mam? Właściwie nie wiem, nie widzę ich. Ani troszkę. Co jeszcze utraciłam? Coś czego może nigdy w oglóle nie miałam. Obiektywny krytycyzm wobec samej siebie. I tu zaczyna się część o naprawdę niezłej paranoii, wierzcie mi, chcecie ten fragment przeczytać. Więc teraz, po wszystkich wydarzeniach, nie wiem co jest prawdą, a co jest wywołane przez.. pewnie zespół procesów, chorób i ludzi. Otóż jedna możliwość jest taka, że nie jestem gruba tak jak mi się wydaje, wszyscy którzy mi to cały czas powtarzają mają świętą rację, a mnie wydaje się że jestem gruba i w jakiś przedziwny sposób to widzę ponieważ jestem pieprznięta w mózg i powinno się mnie zamknąć. Tylko tu pojawia się pytanie jakim cudem moge mieć aż takie halucynacje? Druga opcja jest taka, że jestem gruba, widzę prawdę, odbicie w lustrze, oknach, szybach wystawowych (taak, sprawdzam w każdym jak przechodzę) nie kłamie. Ludzie którzy mówią mi że jestem chuda kłamią bo: zazdroszczą, są złośliwi, nie chcą żebym była chudsza bo oni nie potrafią, mają inne standardy chudości albo sie martwią że się zagłodze jak dowiem się prawdy o swojej grubości. No i musze przyznać, że jestm w kropce. Który wariant wybrać? Chorą wariatkę, czy zdrową, ale wariatkę bo sobie uroiła (czy ktoś zdrowy może być przekonany o tym że jest chory?) że jest chora? Co gorsza nie wiem która opcję wybrać. Obie są równie beznadziejne. W jednej jestem chuda ale trafiam do psychiatryka, w drugiej jestem gruba i nic na to nie poradzę + jestem psychiczna. Ciężki wybór. Tak więc moje życie jest przejebane i bez sensu. Po jaką cholerę grać, udawać itp? Tylko tu pojawia się właśnie ten problem. Skoro chcę przestać to właściwie jestem nikim, bo nie wiem, za cholerę nie wiem kim jestem. Można by się jeszcze zabić ale jak chyba widac jestem zbytnim tchórzem, leniwym tchórzem, żeby się zabić. Poza tym może jeszcze coś dobrego czeka mnie na tym świecie? Szczerze w to wątpię, ale jeśli podąrzać by tokiem rozumownia, że ja nigdy nie mam racji, to skoro twierdze, że już nic mnie dobrego nie spotka to się mylę i spotka. I tu pojawia się pytanie czy sądząc tak znowu się nie mylę? Przejebane.
Komentuj (0)
Komentuj (0)
Czuję się jak najbardziej popierdolona osoba w całym wszechświecie. Wszyscy sa normalni tylko ja mam coś nie tak z mózgiem. Może jak byłam mała moja matka niechcący upuściła mnie i to wszystko co się dzieje jest tylko następstwem jakże nieszczęśliwego wypadku? Prawde mówiąc mam nadzieję, że tak właśnie jest, bo jeśli nie to oznaczało by, że moja nienormalność wynika za mnie i jest tylko i wyłącznie moja winą. No i kogo miałabym w tedy oskarżac o całe zło? W życiu nie słyszeliście o tak wrednej, egoistycznej, nieżyczliwej, zazdrosnej osobie z obsesją na własnym punkcie. Mam znajomą, która od jakiegoś czasu jest na diecie i wszyscy gratulują jej jak bardzo schudła i świetnie wygląda. Tylko ja jestem maksymalnie wkurwiona, no bo jak to? Ona chudnie, a ja tyję?! Jak to możliwe?! Dzieś w którym stanie się chudsza odemnie będzie ostatnim dniem mojego życia, bo wtedy się zabiję. Poważnie, nie ścierpiałabym tego, że ona, zawsze grubsza mogłaby być chudsza. W ogóle nie wytrzymałabym niebycia najchudszą osobą wśród znajomych. I co, how fucked up am I, right? Tłumaczę się przed soba samą że to przez moje obsesje i nie do końca wyleczone ED. Właściwie to o jakim wyleczeniu ja mówię. Nadal jestem tak samo popierdolona na tym punkcie jak byłam, tylko że teraz stałam się leniwa i mi się nie chce nic robić. Stałam się słaba, cholernie słaba, a byłam zajebiście silna. Ha. Jak to teraz wspominam to aż mi się łezka w oku zakręciła. To były piękne czasu, chociaż moja matka zapewne wspomina je z gęsią skórką, bo, podobno, wyglądałam mega chudo. Jestem nienormalna ale tak strasznie chciałabym żeby to wróciło. Czasem mam wrażenie że robię to co robię żeby móc nienawidzić samej siebie. W sumie, to bardzo możliwe. Pisałam kiedyś bloga pro ana, ale to już przeszłość bo wszystko się tam popsuło, no i ja zdałam sobie sprawe z żałosności większości. I swojej. Mam dwa tygodnie do jebanej studniówki i jak do nie nie schudnę to sie kurwa powiesze na sznurówkach co to by trochę dramatyzmu było. Powodzenia w życiu. Enjoy.
Komentuj (0)
10 października 2011, 18:01
Komentuj (0)
Spojrzałam na siebie i zalała mnie fala obrzydzenia i nienawiści. Z lustra patrzyła na mnie wielka, tłusta osoba o ohydnej cerze z wielkim brzuchem wylewającym się ze spodni. Dlaczego nie mogę schudnąć, dlaczego to właśnie ja muszę być tym wielkim grubasem. Czuję się odpychająca. Nienawidzę się w tej chwili. : <
Komentuj (0)
Komentuj (0)
Połknęłam dwie tabletki. Zero efektu. Wieczorem połknęłam kolejne trzy tabletki. Teraz umieram z bólu. Ale dobrze, należało mi się.
Mieliśmy się spotkać wczoraj wieczorem, ale on odwołał. Zastanawia mnie prawdziwy powód, nie, nie wierzę w to co powiedział. Moja wymagania są chyba zbyt wysokie, ale z drugiej strony jak mają się zmienić?
Dlaczego ona mi to robi? Dlaczego mówi, że jesteśmy przyjaciółkami, a potem całkowicie mnie ignoruje? Dlaczego nie zaproponuje żebyśmy się spotkały, tak jak wcześniej? Mam już dość ciągłego i zawsze kończonego niepowiedzeniem proponowania żebyśmy gdzieś poszły. Czasem jej nie rozumiem, czasem zachowuje się jak ostatnia suka. Rani wszystkich wokół siebie. Czasem życzę jej wszystkiego co najgorsze. Ale tylko czasem i chyba niezbyt szczerze. Pomimo tego wszystkiego, pomimo, że jestem świadoma, że nie zasługuję na takie traktowanie nie jestem w stanie jej zostawić. Może to przywiązanie, może strach przed całkowitą samotnością. A może obydwa równocześnie, nie wiem. Czasem tylko zastanawiam się czy fałszywy brak samotności nie jest gorszy od samotności prawdziwej i zauważalnej.
Komentuj (0)
Got to go... 07 października 2011, 22:35
Komentuj (1)
Tkwię w beznadziejnym związku, który wydawał mi się być przyjaźnią, ale okazuje się nią jednak nie być. I mam dość takiego traktowania, mam ochotę rzucić to wszystko i nigdy nie wracać. Ale nie umiem, dlaczego nie umiem. Dlaczego tak trudno jest zerwać przyjaźń z osobą, która przez ostatnie 4 lata była dla Ciebie najważniejsza? No do prawdy, przecież to powinno być łatwe. Chciałabym przeciąć tą idiotyczną nic. Czasy się zmieniły, dorosłyśmy, już nigdy nie będzie jak dawniej. Co mam zrobić żeby zasłużyć na uwagę? Jestem żałosna. I gruba. Żałosna w swojej grubości. Żałosna bo codziennie mówię to samo i codziennie kończę tak samo beznadziejnie. Dlaczego kiedyś było łatwiej. To co było już nie wróci? A może wróci? Niech wróci proszę. Za nic nie chcę dorastać. Czy Ty widzisz co się z nami stało?
Komentuj (1)
Komentuj (0)
Biorę swoje dragi z regularnością regularną. Mija siódmy dzień, a efektów jak nie było tak nie ma. I tak jak wcześniej miałam to kompletnie gdzieś teraz zaczynam się przejmować. Moja waga jest w normie (wrrrrr), a jego jak nie było tak nie ma. Może umrę? Hope not. Pomimo częstych ostatnich wahań nastroju zaczęłam odczuwać pewnego rodzaju radość z życia. Zapewne jest to tylko chwilowy stan, ale zawsze lepsze to niż nic. Mam jeszcze tyle książek do przeczytania, że zwyczajnie nie mogę umrzeć.
Wracając do kwestii głównej zostałam porządnie kopnięta w tyłek przez prawdę pod postacią mojej siostry. Ogólne streszczenie kontekstu nie ma najmniejszego sensu, ważna jest tylko puenta. A jest ona taka, że moje nogi są za grube. Zawsze to wiedziałam, ale dopiero teraz ktoś mi to powiedział. A kiedyś w zamierzchłej przeszłości były całkiem szczupłe no i nie miałam tych wkurzających boczków.
Btw. jak to się dzieje, że ludzie zawodzą? Ludzie zawodzą i dochodzisz do wniosku, że nie są warci Twojej przyjaźni, jednak z drugiej strony żyć bez nich nie umiesz?
And I'm not eating again!
Weight: pyramidal. Fuck me, I'm fat!

Komentuj (0)